+31 (0)6 57 27 64 27 | info@adoa.eu

Carlo nie wie, gdzie będzie spał w nocy, kiedy rano będzie na wakacjach

Rowerzysta ubrany w żółtą kurtkę stoi na szczycie góry.

Carlo Colpaert (prawie 59 lat) z Goes lubi długie wycieczki rowerowe. Nie miał ścisłego harmonogramu, ale jednocześnie dawał sobie możliwość odstępstwa od planu w trakcie jego realizacji. „Wyjeżdżam z planem trasy w głowie i aplikacją nawigacyjną” – mówi. „Ale nigdy nie wiem rano, gdzie będę spał tej nocy. To daje mi poczucie wolności. Czasami jadę na rowerze osiemdziesiąt kilometrów, czasami sto. To zależy od krajobrazu, pogody i tego, jak się czuję”.

Jedna z jego najpiękniejszych podróży rozpoczęła się w jego domu w Goes. Najpierw podążył rzeką Skaldą aż do jej źródła w północnej Francji. Następnie pojechał rowerem wzdłuż Sekwany przez Paryż, ponieważ chciał zobaczyć Wieżę Eiffla. I wreszcie podążyliśmy Rodanem do Morza Śródziemnego. „Ostatniego wieczoru rozpętała się potężna burza” – opowiada Carlo. „Mój namiot był w niewygodnym miejscu, a moja mata stała się czymś w rodzaju wyspy. Kiedy następnego dnia przybyłem nad Morze Śródziemne, chciałem od razu się wykąpać. Taki był mój plan przez całą podróż. Ale pływanie było zabronione: deszcz zmył odpady do wody. Więc najpierw kawa i croissant, a potem mogłem zabrać tę orzeźwiającą kąpiel o wiele dalej”.

Jazda na rowerze dla trasy życia
Od kilku lat Carlo jeździ również na rowerze na coroczne wydarzenie sportowe Trasa życia, sponsorowany spacer na rzecz kliniki Daniela den Hoeda. Uczestnicy tej wyprawy pokonują trasę z Francji do Holandii w ośmiu lub czterech etapach. Carlo jest wolontariuszem w zespole masażystów i podróżuje tam rowerem wybraną przez siebie trasą przez Francję i ościenne kraje. „Za pierwszym razem jechałem samochodem” – mówi – „ale potem chciałem to zrobić rowerem. Czasami nawet trasę samej wycieczki, tylko w przeciwnym kierunku i we własnym tempie. Wtedy potrzebuję kilku dni, żeby ukończyć etap”. Rozbija obóz wzdłuż drogi, czasami na polu namiotowym, czasami na dziko. „To nie jest dozwolone, ale jak dotąd nigdy nie miałem z tym problemów. Czasami pytam na farmie, czy mogę tam gdzieś stanąć. A w zeszłym roku stałem pod baldachimem budynku klubu piłkarskiego”.

Urok jego podróży leży w swobodzie, ale Carlo nie jest śmiałkiem. „Upewniam się, że jestem dobrze widoczny, ponieważ w zeszłym roku noszę jaskrawożółty kask. I przygotowuję się technicznie dobrze. Mój rower jest wyposażony w solidne sakwy, moje rzeczy są spakowane w wodoodporne torby, a zawsze zabieram ze sobą kilka powerbanków i zapasowy telefon. Mój telefon jest moim najważniejszym narzędziem: moja nawigacja jest na nim”.

Linia Rotiers

Wzrok Carla wynosi około 10%. Jako dziecko miał słaby wzrok, co zauważono dopiero później. „Siedziałem z przodu klasy i nie potrafiłem czytać tablicy, ale nie odważyłem się poprosić o pomoc” – mówi. Był nieśmiały i nie chciał się wyróżniać. Dopiero w wieku siedmiu lat po raz pierwszy odwiedził okulistę. Jak się okazało, ADOA pochodził z rodziny poprzez rodzinę swojej matki, linię Rotiers. Jego matka była nosicielką, podobnie jak jej ojciec. Carlo z kolei przekazał tę ideę swojej córce. Jego dwaj synowie nie mają tego. „Nie postrzegam tego jako choroby” – mówi – „po prostu się z tym urodziłem”.

Carlo przez wiele lat pracował w branży IT. „Na początku sama znalazłam rozwiązania, korzystałam z oprogramowania powiększającego, które zmuszało mnie do coraz większego przybliżania. W pewnym momencie stało się to zbyt wiele. Nie chciałam przyznać, że nie mogę już tego robić. Doprowadziło to do poważnej depresji/wypalenia. W końcu trafiłam do Loo-erf, ośrodka rehabilitacyjnego dla osób z wadą wzroku. Program reintegracyjny zawiódł i nastąpiło całkowite odrzucenie. To był punkt zwrotny. Wtedy nauczyłam się być bardziej otwarta na temat mojej niepełnosprawności”.

Po zakończeniu kariery w branży ICT Carlo ukończył kurs masażu sportowego, przeznaczony specjalnie dla osób z dysfunkcją wzroku. „Pracowałem na Four Days Marches w Nijmegen i na różnych wydarzeniach sportowych. Obecnie moja praktyka jest zamknięta. Przeprowadziłem się i chcę stworzyć miejsce do ćwiczeń w moim nowym domu”. Jednak się nie nudzi. Aktywnie udziela się jako wolontariusz, m.in. w Luisterlijn oraz jako mediator sąsiedzki. Organizuje także Eye Café w Zelandii i założył drużynę goalballa. „Ogólnie rzecz biorąc, to duża praca na pół etatu. Mam świadczenia, ale chcę przyczyniać się do społeczeństwa. To nadaje sens mojemu życiu”.

Wakacje rowerowe z myślą o komforcie
Jazdy rowerowe Carla są trochę spartańskie. „Wybieram lekki sprzęt, ale z pewnym komfortem. Na przykład dwuosobowy namiot, wtedy masz trochę więcej miejsca. A jeśli wszystko jest mokre od deszczu, szukam taniego hotelu”. Jego posiłki są również dobrze przemyślane: „Czasami w porze lunchu jem ciepły posiłek w restauracji, żebym nie musiał gotować na kuchence gazowej wieczorem”.

Carlo podróżuje sam, ale rzadko czuje się samotny. „Spotykam wielu ludzi na drodze. A przez słuchawki mogę słyszeć nawigację bez konieczności zatrzymywania się przez cały czas. To daje mi spokój ducha”. Nadal chciałby pojechać do Skandynawii, może kiedyś autobusem-rowerem, i nie wyklucza nawet lotu. Na razie jednak woli trzymać się spraw bliżej domu: „W Europie jest już tak wiele piękna, które można zobaczyć”.

Udostępnij tę wiadomość poprzez
Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
WhatsApp